autor: Marta Pawłowska / 01.10.2011
a |a |a

Celniczka: upojona alkoholem koza w prochowcu i kapeluszu, jadąca na tylnym siedzeniu żiguli, to był absolutny hit!

O pracy celnika, współpracy ze strażą graniczną, papierosach ukrytych w trumnie, zatrzymanych zjadających dokumenty i zawodowym nosie, opowiada w dniu Światowego Celnictwa w rozmowie z TR24 Małgorzata Eisenberger, celnik z 19–letnim stażem i rzecznik prasowy Izby Celnej w Przemyślu.

- Współpraca ze Strażą Graniczną najogólniej rzecz ujmując polega na wzajemnym wspieraniu się oraz przeciwdziałaniu przestępczości. Podczas wspólnych działań dzielimy się zadaniami zgodnie z posiadanymi uprawnieniami - mówi Małgorzata Eisenberger. - Współpraca ze Strażą Graniczną najogólniej rzecz ujmując polega na wzajemnym wspieraniu się oraz przeciwdziałaniu przestępczości. Podczas wspólnych działań dzielimy się zadaniami zgodnie z posiadanymi uprawnieniami - mówi Małgorzata Eisenberger.
fot. Izba Celna w Przemyślu

dodatkowe zdjęciaZobacz więcej zdjęć w galerii! +

TR24: Czy zdarzają się jeszcze przemyty, które panią, jako doświadczoną celniczkę mogą zaskoczyć?

Małgorzata Eisenberger: Oczywiście, że tak. Jesteśmy zawsze o krok za osobami, które coś przemycają. Ciągle zdarzają się zaskakujące sytuacje. Na przykład nagrobek wypełniony papierosami, czy papierosowy farsz do krokietów…to bez wątpienia potrafi zaskoczyć!

TR24: Czy pamięta pani taką sytuację, która utkwiła pani szczególnie w pamięci?

Małgorzata Eisenberger: Było ich wiele, ale sądzę, że upojona alkoholem koza w prochowcu i kapeluszu, jadąca na tylnym siedzeniu żiguli (model rosyjskiego samochodu), to był absolutny hit!

TR24: W takich sytuacjach chyba ciężko zachować powagę?

Małgorzata Eisenberger: O tak, to prawda (śmiech). Komórką, w której pracowałam przez wiele lat był Dział Karny Skarbowy. Już z samej nazwy nie brzmi przyjaźnie. Zdarzyło mi się kiedyś przesłuchiwać pana, który na nieistniejącej już granicy w Barwinku, zjadł dokument SAD (dla tych, którzy nie mieli z tym dokumentem do czynienia, jest formatu A4). Przyjechał na przesłuchanie parę dni po zdarzeniu. Jak dotarliśmy do mementu zjadania SAD-u, po prostu nie potrafiłam się powstrzymać od śmiechu…

TR24: A więc i zimnym celnikom zdarza się roześmiać. Patrzycie wtedy przychylniej na pomysłowych przemytników?

Małgorzata Eisenberger: Na granicy pracują tacy sami ludzie jak wszędzie. Zdarza nam się roześmiać…nie jestem jednak pewna, czy ma to bezpośrednie przełożenie na przychylne spojrzenie na zatrzymanych i przesłuchiwanych (śmiech).

TR24: A wzruszyła się pani kiedyś przy zatrzymaniu?

Małgorzata Eisenberger: Miałam takie momenty, ale najbardziej pamiętam sytuację, którą miałam na samym początku pracy. Na granicy byłam wtedy dopiero drugi miesiąc. Kontrolowałam wtedy pana, który w pudełku po czekoladzie przemycał dolary. Kiedy poprosiłam go na przesłuchanie okazało się, że ma szklane oko, protezę jednej nogi i jednej ręki od łokcia. Pokazał mi zdjęcie żony, która też była inwalidką. Urodziły się im też kalekie dzieci. Dolary, które nielegalnie przewoził (wówczas obowiązywały limity dewizowe) było to pieniądze zebrane od rodziny, ponieważ ani on ani jego żona nie mogli pracować. Nie mogłam nic zrobić, żeby mu pomóc. Płakałam ja, płakał ten Pan…, ale pieniądze i tak trzeba było skonfiskować. To była bardzo tragiczna sytuacja…

TR24: Dlaczego wybrała pani zawód celnika?

Małgorzata Eisenberger: W sumie to trudno powiedzieć, że wybrałam…wtedy jeszcze Urząd celny w Przemyślu ogłaszał nabór kandydatów na celników i po prostu zgłosiłam się. I tak już zostało…

TR24: I jest pani zadowolona? Nie jest to praca zbyt ciężka dla kobiet?

Małgorzata Eisenberger: Tak, jestem zadowolona i moja praca absolutnie nie jest zbyt ciężka dla kobiet. Trzeba jednak pamiętać, że moje obecne stanowisko pracy różni się zdecydowanie od stanowisk wielu innych celniczek, jak chociażby tych pracujących w naprawdę trudnych i wymagających warunkach na granicy.

TR24: Jaki teren nadzoruje wasza Izba?

Małgorzata Eisenberger: Izba Celna w Przemyślu obejmuje teren całego Podkarpacia. W Przemyślu siedzibę ma jednostka główna, czyli Izba, oprócz tego Urząd Celny i dwa pozostałe Urzędy mieszczą się w Rzeszowie i Krośnie.

TR24: Czy na Podkarpaciu nie brakuje celników?

Małgorzata Eisenberger: Biorąc pod uwagę potrzeby przede wszystkim oddziałów granicznych na pewno tak. Potrzeba większej ilości funkcjonariuszy, tym bardziej, że niebawem zostanie oddane nowe przejście graniczne w Budomierzu.

TR24: A czego oczekuje się od kandydatów? Muszą posiadać jakieś specjalne cechy?

Małgorzata Eisenberger: Wymagania konkretyzuje się przy ogłaszaniu naboru na dane stanowisko. Mam na myśli przede wszystkim wykształcenie i ewentualną wiedzę specjalistyczną. Ponadto na pewno od kandydatów oczekuje się odpowiednich cech charakteru, przede wszystkim: uczciwości, prawości, czy odporności psychicznej.

TR24: Powszechnie kojarzy się celnika z konfiskatą przemycanych przez granicę papierosów, alkoholi i innych używek. Czy rzeczywiście celnicy zajmują się przeważnie tym?

Małgorzata Eisenberger: To prawda, że celnik kojarzony jest bezpośrednio z granicą. Coraz częściej jednak społeczeństwo przekonuje się, że można spodziewać się kontroli prowadzonej przez celników np. na drogach wewnątrz kraju. Poza tym dbamy o bezpieczeństwo produktów wprowadzanych nie tylko do naszego kraju, ale i na teren Wspólnoty. Jak zapewne powszechnie już wiadomo, od niedawna jako służba przejęliśmy również rynek gier i zakładów wzajemnych. Tym samym, oprócz funkcji fiskalnej i ochronnej, mamy kolejne zadanie. Dbamy także o zwierzęta i rośliny objęte ochroną Konwencji Waszyngtońskiej, chronimy dobra kultury. Zdarzyło się także, że dzięki szybkiej interwencji funkcjonariuszy pełniących służbę właśnie na drodze wewnątrz kraju, osoby poszkodowane w wypadku otrzymały natychmiast niezbędną pomoc, co uratowało im życie.

TR24: Na czym polega współpraca ze strażą graniczną?

Małgorzata Eisenberger: Współpraca ze Strażą Graniczną najogólniej rzecz ujmując polega na wzajemnym wspieraniu się oraz przeciwdziałaniu przestępczości. Podczas wspólnych działań dzielimy się zadaniami zgodnie z posiadanymi uprawnieniami. Na granicy podział jest sztywny, co w uproszczeniu można określić tak, że Straż Graniczna zajmuje się osobami, a celnicy towarami.

TR24: Macie wystarczająco pieniędzy na sprzęt, czy pozostają w tyle za kolegami ze Wspólnoty?

Małgorzata Eisenberger: Jesteśmy dynamicznie rozwijającą się formacją, dobrze wyposażoną i przede wszystkim zinformatyzowaną.

TR24: Czyli dysponujecie jakimiś nowościami ułatwiającymi pracę. Czym na przykład?

Małgorzata Eisenberger: Dysponujemy wieloma urządzeniami, od systemów informatycznych począwszy, po endoskopy, kamery na podczerwień czy urządzenia skanujące samochody ciężarowe.

TR24: Czy Służby Celne mają ustalony jakiś specjalny system kontrolowania na granicach np. co piąty, albo wygolona głowa? Wyznaczony podejrzany profil?

Małgorzata Eisenberger: Metod kontroli „od kuchni” tak dokładnie zdradzić nie mogę, ale na pewno jest to wypadkowa takich elementów jak chociażby analiza ryzyka i tak zwany celniczy nos (śmiech).


autor: Marta Pawłowska / 01.10.2011
 
Dodaj komentarz
Komentarze (1)

->
Koza
|Marta
2010.09.09
19:14
Jestem pierwsza ;-)