a
a
"Gdyby ludzie wiedzieli, co kryje się za kulisami tego kolorowego, cyrkowego świata ze zwierzętami, nigdy więcej nie poszliby do cyrku" - twierdzi Elmar Osterberg, treser nie pracujący już w zawodzie.
Wyobraźmy sobie, że ktoś brutalnie wyrywa nas z naszego otoczenia, przetransportowuje w nieznane miejsce i sprzedaje do placówki, w której całe życie spędzamy zamknięci na klucz w pokoju, o gołej podłodze i ścianach, wraz z kilkoma innymi ludźmi. Czasami ktoś wypychałby nas na zewnątrz i zmuszałby do robienia rzeczy, na które nie mamy ochoty. Po pewnym czasie wracalibyśmy do więzienia.
Dzikie zwierzęta, przyzwyczajone do pokonywania długich dystansów i dużego urozmaicenia przy szukaniu jedzenia, zabawie i przebywaniu ze swymi pobratymcami, w cyrkach pozbawione są jakichkolwiek praw. Więzione w klatkach lub skuwane łańcuchami 23 godziny na dobę. Kiedy się zestarzeją sprzedaje się je do ogrodów zoologicznych, ośrodków myśliwskich organizujących polowania na niecodzienną zwierzynę lub do laboratoriów medycznych. Cyrk jest instytucją, która przez swoją specyfikę nie może nigdy zapewnić zwierzętom należnych im warunków życia.
WYOBCOWANIE I TRESURA
Specjaliści z Animal Aid - brytyjskiej organizacji zajmującej się prawami zwierząt - twierdzą, że symptomem pobytu w cyrku jest szereg nienaturalnych zachowań zwierzęcych. Zaobserwowano brak ciekawości, ogólne zmęczenie oraz agresję. Zwierzęta mają trudności z rozmnażaniem się, a nawet gdy doczekają się potomstwa, to wykazują skłonności do lekceważenia go lub wręcz atakowania. Młode kołyszą się, odrzucają głowy w tył, żują własne ciała wykazując oznaki choroby sierocej. Podczas przedstawienia tego nie zauważamy, gdyż zwierzęta zachowują się wówczas rutynowo, zgodnie z poleceniami tresera.
W trakcie show poskramiacz może używać tylko sygnałów, a nie bezpośredniej siły fizycznej, których niewytresowane zwierzę uczy się podczas wstępnego okresu tresury. Poprzez stosowanie przynęt, wabienie, wstrzymywanie pokarmu, uwalnianie impulsów ucieczki i agresji lub bezpośrednią siłą fizyczną, zwierzęta zmuszane są do powtarzania wymaganych ruchów do momentu, gdy w końcu potrzeba jedynie odpowiedniego bodźca wywołującego pożądaną reakcję.
Zwierzęta są zmuszane do wykonywania nienaturalnych dla nich czynności takich jak: balansowanie na piłce, chodzenie po linie, czy jazda na rowerze. Do nauki, w celu "ułatwienia", stosuje się ciasne stalowe obroże, kołnierze pod prądem, środki psychotropowe, rozgrzane płyty i pręty. W celu poskromienia rozdrażnionionego drapieżnika, zakłada mu się obrożę na szyję przymocowaną liną do sufitu (tak, by przy każdym skoku dusił się) lub stosuje się elektrowstrząsy za pomocą kija z drutami pod napięciem 220 volt. Niedźwiedzie uczy się tańczyć na rozżarzonej metalowej płycie. Aby się nie poparzyć, zwierzak podnosi raz jedną, raz drugą łapę, a odruch związany z określoną melodią wyrabia się z czasem sam. Ślady i rany po zadanych fizycznych cierpieniach doskonale ukrywają świecące, kolorowe stroje.
WĄTPLIWA EDUKACJA
Animal Aid podkreśla, że aspekty zachowań, które czynią dany gatunek unikalnym i interesującym, nie są do zobaczenia w cyrku. Rozrywka kosztem cierpienia zwierząt jest też szkodliwa wychowawczo, bo uczy dzieci, że można z nim zrobić co się chce. Idąc do cyrku dziecko widzi, jak dorośli przetrzymują zwierzęta w klatkach, zmuszają je do nienaturalnych zachowań, ubierają w stroje i przymocowują różne rekwizyty, karzą i nagradzają je po to, by odpowiednio się zachowywały. Ze wszystkich tych sytuacji dziecko odbiera komunikat, że człowiek ma prawo do ingerowania w naturalne zachowania zwierząt, do ich więzienia, zadawania bólu i cierpienia w imię własnych zachcianek i przyjemności.
ZAKAZ DLA CYRKU
Bielsko Biała jako jedyne miasto w Polsce, nie zezwala na występ cyrku ze zwierzętami. Na świecie te praktyki są powszechniejsze, zakazy wprowadzane są w Australii, Nowej Zelandii, Kanadzie, USA, Skandynawii, Szwajcarii, Anglii i w Finlandii. Alternatywą dla przetrwania tej formy rozrywki są cyrki bez zwierząt lub oferujące pokazy tylko tych „udomowionych”.
Mirosław Złotorowicz, dyrektor cyrku Arena - który odwiedza nasz region - stawia głównie na artystów. – Zwierzęta występujące w moim cyrku to lamy, wielbłądy, kuce, kozy i pieski. Ich show ogranicza się do wejścia na arenę i zaprezentowania jednego tricku. To są pokazy, tresurę uważam za zbyt nudną – podkreślił w rozmowie z TR24. - Dzikich zwierząt nie mamy, gdyż koszt ich utrzymania dla małego cyrku jest zbyt duży. Uciążliwe są też organizacje ekologiczne, nasyłające na takie placówki wszelkie możliwe organy kontroli - dodał Złotorowicz.
Sam udział zwierząt w przedstawieniach dyrektor uważa za naturalny. – Zwierzęta zawsze służyły ludziom i wykorzystywane były do różnych celów. Odpowiednimi metodami można nauczyć je pewnych, pożądanych zachowań, lecz nigdy przemocą. Opinie obrońców zwierząt dotyczące bestialskich metod tresury są wyssane z palca – podkreślił.
Zwierzęta z cyrku Arena przed sobotnim występem w Tarnobrzegu. Zdjęcia do obejrzenia w galerii.
film o cenie, jaką za pustą rozrywkę, chciwość i ignorancję ludzi płacić muszą zwierzęta. Porywa się je z ich domów lub hoduje w niewoli oraz biciem zmusza do nienaturalnych zachowań, j...
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS